Spokój to nawyk. O wolności, która mieszka między bodźcem a reakcją.
W medycynie walka o życie często toczy się w wymiarze minut. Jednak walka o zdrowie psychiczne medyka i zachowanie ludzkiej twarzy w gabinecie rozstrzyga się w znacznie krótszym czasie – w ułamku sekundy, który dzieli usłyszaną obelgę od wypowiedzianej riposty.
Viktor Frankl, psychiatra i ocalały z Holocaustu, w swojej przejmującej analizie „Człowiek w poszukiwaniu sensu" przypomniał nam o istnieniu pewnej specyficznej szczeliny: „Pomiędzy bodźcem i reakcją jest przestrzeń. W tej przestrzeni leży nasza wolność i moc wyboru naszej odpowiedzi". Dla medyka pracującego pod presją, ta przestrzeń często wydaje się nieistniejącą mrzonką, a jednak to właśnie w jej odkryciu i wykorzystaniu kryje się klucz do spokoju.
Biologiczny automat
Współczesny gabinet to miejsce, w którym układ nerwowy specjalisty jest nieustannie „prowokowany" przez emocje innych ludzi. Zanim umysł zdąży przeanalizować skargę pacjenta, organizm już reaguje czysto fizjologicznym impulsem. To proces neurocepcji – podświadomego skanowania tonu głosu czy zaciśniętych ust rozmówcy w poszukiwaniu zagrożenia.
Gdy ten system alarmowy „wybucha", przestrzeń, o której pisał Frankl, znika niemal natychmiast. Biologia przejmuje stery, oferując nam jedynie prymitywne scenariusze: impulsywną obronę własnej racji, emocjonalne odcięcie się za murem procedur lub paraliżującą pustkę w głowie. W tym momencie medyk przestaje być świadomie obecny w relacji, a staje się zakładnikiem własnych odruchów przetrwania.
Wolność, której trzeba dopomóc
Frankl twierdził, że możemy stracić wszystko, oprócz jednej rzeczy: ostatniej z ludzkich wolności – wyboru postawy w każdych okolicznościach. W realiach ochrony zdrowia ta wolność nie jest jednak darem niebios, który pojawia się sam z siebie, aby z niej korzystać potrzebny jest trening.
Aby owa „przestrzeń Frankla" w ogóle mogła zaistnieć w trakcie trudnej wizyty, musimy nauczyć się wysyłać do własnego pnia mózgu sygnał bezpieczeństwa „tu i teraz". Zamiast próbować uspokoić się myślami – co w silnym stresie jest niemal niemożliwe – potrzebujemy narzędzi fizjologicznych. Czasem jest to seria bardzo krótkich wstrzymań oddechu, które fizycznie zatrzymują kaskadę stresową, innym razem mikro-ruch angażujący wzrok i mięśnie szyi, który przypomina ciału, że w tej sekundzie jesteśmy bezpieczni. Te techniki to nie „relaksacja", a trening nad wydłużeniem pauzy, by racjonalna część mózgu mogła odzyskać sterowność.
Od obrony racji do badania znaczeń
Dopiero w tej wydłużonej pauzie pojawia się miejsce na drugie kluczowe narzędzie spokoju: rezygnację z walki o własną rację na rzecz badania rzeczywistości pacjenta.
Konflikty w gabinetach rzadko wynikają z różnicy poglądów medycznych. Częściej są zderzeniem różnych definicji tych samych słów. Gdy pacjent krzyczy o „braku szacunku", odruch obronny każe nam tłumaczyć się z grafiku. Ale wolność wyboru odpowiedzi pozwala nam – w tej wypracowanej sekundzie spokoju – zadać pytanie: „Chciałbym to dobrze zrozumieć. Co dla Pana oznacza szacunek w tej sytuacji?". To przejście od automatycznej reakcji obronnej, do autentycznie ludzkiego spotkania pozwala zamknąć kontakt bez infekowania własnej biologii napięciem.
Spokój to nawyk
W świecie zdominowanym przez procedury, spokój medyka staje się dziś najwyższą formą profesjonalizmu. Nie jest on brakiem emocji, ale umiejętnością nieulegania im bezwiednie. Jeśli nauczymy się budować i korzystać ze wspomnianej „pauzy", przestaniemy zabierać napięcie z gabinetu do naszych domów i bliskich.
Wolność zaczyna się od uświadomienia sobie, że między tym, co nas spotyka, a tym, co zrobimy, zawsze jest miejsce na jeden, świadomy oddech. To tam buduje się spokój. A spokój, podobnie jak napięcie, udziela się dalej.
Często czujemy, że w trudnych sytuacjach reagujemy „szybciej niż myślimy". Chcielibyśmy poznać Państwa refleksje:
Czy uważają Państwo, że w medycynie jest miejsce na rozmowę o „znaczeniu słów", czy system wymusza na nas wyłącznie walkę o procedury?
Zapraszamy do dzielenia się swoimi doświadczeniami w komentarzach.
Rozpoznajesz w sobie ten automatyzm?
Umów rozmowę diagnostyczną